top of page
1768951160174.png

Czego AI nie potrafi zobaczyć: intuicja, edukacja i ludzka praca zaufania

Czego AI nie potrafi zobaczyć: intuicja, edukacja i ludzka praca zaufania

  • 28 lip
  • 5 minut(y) czytania

Obejrzyj pełną rozmowę poniżej.



Najlepsza strategia może zacząć się od salcesonu

Niektóre historie zostają z nami, bo wyjaśniają więcej niż najbardziej dopracowana prezentacja.


Około dwudziestu lat temu Bartosz Jędrzejczak współtworzył innowacyjne centrum dla osób z niepełnosprawnościami w Mielnicy, niedaleko jeziora Gopło. Pomysł był jednocześnie praktyczny i odważny: dorosłe osoby z niepełnosprawnościami miały móc żyć i pracować w swojej społeczności, zamiast być zmuszane do jej opuszczenia.


Projekt potrzebował instalacji elektrycznych, nowego przyłącza do sieci i pomocy doświadczonej firmy inżynieryjnej. Bartosz spotkał przedsiębiorcę mieszkającego w Stanach Zjednoczonych, który od czasu do czasu odwiedzał Polskę. Rozmowę można było rozpocząć na wiele oczywistych sposobów: opowiedzieć o misji, pokazać budżet albo przedstawić techniczne potrzeby.


Wybrał inne otwarcie.


Zaprosił go na najlepszy salceson w okolicy.


Jedli razem na placu budowy. Przedsiębiorca rozejrzał się, zapytał, czego potrzeba, a później zaproponował, że przyśle inżynierów i ekipę, która wykona potrzebne instalacje.


Salceson nie był sprytną techniką sprzedaży. Był małym, ludzkim gestem, który zrobił miejsce na ciekawość. Bartosz nie próbował na siłę prowadzić rozmowy do tego, co sam chciał powiedzieć. Szukał punktu prawdziwego kontaktu.


Dlatego ta historia jest tak mocna. Decydujący ruch nie krył się w danych. Krył się w ludzkim kontekście tych danych.


Podobny schemat pojawił się w innych historiach z rozmowy:


  • w niekonwencjonalnym powitaniu lidera fundacji;

  • w niespodziewanym żarcie wizualnym, który pomógł zdobyć środki na mieszkania treningowe;

  • w rozdawaniu odzieży przeciwdeszczowej w miejscowościach przygotowujących się na papieską wizytę, pomyśle, który wyglądał nieracjonalnie, dopóki nie było widać całej sytuacji.

Z dystansu te decyzje wyglądały dziwnie. Z bliska zaczynały mieć sens.


Intuicja nie jest wrogiem strategii

Intuicję często opisujemy jako przeciwieństwo analizy. Ta rozmowa podpowiada ciekawsze rozróżnienie.


Analiza daje nam mapę. Pomaga zrozumieć zainteresowania, mocne strony, doświadczenie, cele, ryzyka i ograniczenia. To cenna mapa. Pozwala przygotować się na większość sytuacji.


Nie mówi jednak wszystkiego o osobie, która stoi po drugiej stronie stołu.


Szczegół zmieniający rozmowę może być:


  • żartem, który pojawia się dokładnie w odpowiednim momencie;

  • pauzą mówiącą więcej niż poprzednie zdanie;

  • nietypowym skojarzeniem;

  • pomysłem brzmiącym absurdalnie, dopóki kontekst nie zacznie go wyjaśniać.

Takie szczegóły nie zastępują przygotowania. Pozwalają przygotowaniu spotkać się z rzeczywistością.


Technicznie poprawna propozycja może nie wzbudzać żadnej energii. Człowiek może mieć imponującą listę kompetencji, a mimo to zmierzać w stronę pracy, która do niego nie pasuje. Rozmowa może przebiegać według świetnie zaprojektowanego scenariusza i przegapić jedno zdanie ujawniające to, co naprawdę ważne.


Intuicja nie przychodzi z etykietą arkusza kalkulacyjnego. Rośnie z doświadczenia, obserwacji i gotowości do zauważania tego, co nie mieści się w aktualnym modelu. Wymaga też zaufania do cichego sygnału, zanim potrafimy go w pełni wyjaśnić.


Edukacja nie powinna uśredniać wszystkich

Rozmowa przechodzi następnie do edukacji, i do dobrze znanego błędu.


Poświęcamy ogromną ilość energii na to, by ludzie stawali się umiarkowanie kompetentni w rzeczach, które przychodzą im z największym trudem. Jednocześnie poświęcamy mniej uwagi zdolnościom, które pojawiają się naturalnie. Uczeń ma problem z przedmiotem, dostaje więcej ćwiczeń z tego samego zakresu i jest oceniany według tego, jak blisko potrafi zbliżyć się do przeciętnego standardu.


Jego najmocniejsze strony mogą pozostać niewidoczne właśnie dlatego, że przychodzą mu łatwo.


W ten sposób edukacja może pomylić rozwój z dostosowaniem do średniej.


Lepszy punkt wyjścia to pytania:


  • Co ta osoba zauważa wcześniej niż inni?

  • Jaki rodzaj pracy dodaje jej energii, zamiast ją odbierać?

  • Które mocne strony widać w codziennych sytuacjach, ale nie w formalnym teście?

  • Jakie nietypowe połączenie zainteresowań może nabrać znaczenia?

Standardy, podstawy i dyscyplina nadal są potrzebne. Dają narzędzia do sprawnego funkcjonowania. Nie powinny jednak stać się całą definicją rozwoju.


Edukacja powinna pomóc człowiekowi stać się wystarczająco kompetentnym, by wybrać własny kierunek, i wystarczająco odrębnym, by ten kierunek naprawdę był jego.


Gdzie AI staje się naprawdę użyteczne

AI już dziś może odgrywać w tym procesie wartościową rolę.


Bartosz opowiada o eksperymencie, w którym przekazał systemowi AI lata cyfrowych notatek i zapisów spotkań, a następnie poprosił o wskazanie jego ślepych punktów. Starszy model wygenerował dość zwyczajną odpowiedź. Nowsze modele, pracujące na znacznie większym kontekście, dały mu o wiele użyteczniejszą perspektywę z zewnątrz.


Model nie odkrył magicznej, nowej intuicji. Wydobył wzorce, które już znajdowały się w materiale. Informacje były widoczne w notatkach, ale ich autor był zbyt blisko własnej historii, żeby je dostrzec.


AI stało się lustrem.


Może pomagać nam:


  • porządkować rozproszone obserwacje;

  • porównywać decyzje z wielu lat;

  • zauważać powtarzające się wzorce;

  • formułować pytania, których sami nie przyszlibyśmy sobie zadać;

  • dostrzegać mocne strony ukryte za formalnymi wynikami.

To nie jest mała rzecz. Refleksja może dzięki temu stać się szybsza, szersza i bardziej uczciwa.


Granicą nie jest inteligencja. Jest nią relacja.

Trudniejsza granica pojawia się wtedy, gdy przechodzimy od jawnych informacji do przeżywanego doświadczenia.


Ludzka praca często zależy od zaufania, wrażliwości, żalu, miłości, lęku, pewności siebie i drobnych sygnałów pojawiających się w żywej relacji. Nie są to po prostu brakujące pola w bazie danych.


Coach lub nauczyciel nie przetwarza wyłącznie tego, co ktoś mówi. Zauważa też sposób mówienia, tematy omijane przez rozmówcę, zmianę tonu głosu i moment, w którym pozornie nieistotne zdanie nagle staje się centralne.


Nie oznacza to, że każda ludzka ocena jest trafna. Nie oznacza też, że technologia jest bezużyteczna. Oznacza, że zastąpienie relacji systemem zmienia naturę tej pracy.


Zaufanie budujemy, a nie dodajemy do specyfikacji

Zaufania nie da się dopisać do specyfikacji produktu pod koniec projektu.


Zdobywa się je przez powtarzające się kontakty i doświadczenie bezpieczeństwa. Kiedy ktoś dzieli się osobistymi informacjami z coachem, nauczycielem, terapeutą albo mentorem, nie przekazuje wyłącznie danych do analizy. Wchodzi w relację, w której oczekuje dyskrecji, troski i odpowiedzialności.


Niektórzy mogą czuć się bezpieczniej, rozpoczynając trudną rozmowę z AI niż z drugim człowiekiem. Tę możliwość warto potraktować poważnie. Rodzi ona jednak bardzo konkretne pytania:


  • Co jest przechowywane?

  • Kto ma do tego dostęp?

  • Jak dane są wykorzystywane?

  • Co system może uczciwie obiecać?

  • Gdzie odpowiedzialność człowieka musi pozostać widoczna?

Użyteczne pytanie nie brzmi: czy AI jest w ogóle dobre albo złe. Brzmi: jakiej pomocy ktoś potrzebuje, jakie ryzyko jest akceptowalne i czego nie chcemy oddawać w outsourcing.


Wybierzmy świadomie to, czego nie oddamy maszynom

Rozmowa kończy się obrazem z Blade Runnera: testem zaprojektowanym, by ujawnić to, co nie jest ludzkie, oraz możliwością, że test mówi coś także o osobach, które go przeprowadzają.


W miarę jak maszyny coraz lepiej rozpoznają wzorce, naśladują empatię i tworzą przekonujące porady, będziemy musieli podejmować bardziej świadome decyzje. Ktoś może chcieć wirtualnego towarzysza do określonego rodzaju rozmowy. Ktoś inny może preferować żywego muzyka, rzemieślnika, nauczyciela lub mentora właśnie dlatego, że ich praca zawiera obecność, tarcie i niedoskonałość.


Nie chodzi o to, by raz na zawsze wybrać jedną technologię. Chodzi o wiedzę: co każda opcja potrafi, czego nie potrafi i co cenimy na tyle, by tego nie outsourcować.


Historia salcesonu daje praktyczny wniosek. Najważniejszy ruch w rozmowie nie musi być najbardziej dopracowany. Czasem jest nim nieoczekiwany gest, dzięki któremu druga osoba czuje się zauważona.


AI może pomagać analizować zapis naszego życia i dostrzegać pominięte wzorce. Może pomagać zadawać lepsze pytania. Jednak decyzja, by słuchać, zaufać intuicji, rozpoznać drugiego człowieka i wziąć odpowiedzialność za to, co wydarzy się dalej, pozostaje ludzkim wyborem.


bottom of page