Gen Z nie jest straconym pokoleniem. Dopiero uczy się, co zrobić z narzędziami
Obejrzyj pełną rozmowę poniżej.
Stereotyp jest zbyt prosty
O pokoleniu Z często mówi się tak, jakby diagnoza była już gotowa.
Rozproszeni. Bez motywacji. Uzależnieni od telefonu. Niechętni odpowiedzialności.
Adam Gerin nie odrzuca całkowicie tego opisu. Uważa, że problem istnieje. Jego zdaniem stereotyp wskazuje jednak niewłaściwy kierunek.
Problem nie polega na tym, że młodzi ludzie nie potrafią budować. Problem polega na tym, że wielu z nich zużywa uwagę na treści, które niczego im nie dają.
Adam nazywa to brain rotem, określeniem, które na dobre zadomowiło się w internecie. Po francusku opisuje to jako kulturę pustki, niekończący się strumień treści, który wypełnia czas, ale nie tworzy znaczenia.
To ważne rozróżnienie. Pokolenie może być otoczone rozproszeniem, a jednocześnie mieć ogromny potencjał twórczy. Być może jest to pierwsze pokolenie, które dorasta z wyjątkowym zestawem narzędzi:
natychmiastowym dostępem do wiedzy;
globalną komunikacją;
tanią infrastrukturą programistyczną;
potężnymi asystentami AI;
możliwością publikowania i budowania bez czekania na pozwolenie.
Internet może pochłaniać uwagę. Może też pomóc nauczyć się umiejętności technicznej, opublikować badania, skontaktować się z kimś po drugiej stronie świata albo zbudować produkt w swoim pokoju.
Narzędzie nie decyduje o przeznaczeniu.
Od klocków Lego do systemów programistycznych
Historia Adama nie zaczęła się od wielkiej ambicji zostania założycielem firmy.
Zaczęła się od Lego, elektroniki i przyjemności rozumienia, jak działają rzeczy.
Jako dziecko fascynowały go systemy. Chciał zauważać, co można poprawić, a potem próbować stworzyć lepszą wersję. Bawił się elektroniką Arduino, uczył się z internetu i bardzo wcześnie odkrył programowanie, projektowanie, biznes oraz AI.
W pewnym momencie samo konsumowanie informacji przestało mu wystarczać.
Budowanie stało się testem. Jeśli czegoś się nauczył, czy potrafił wykorzystać to do stworzenia czegoś realnego? Jeśli rozumiał system, czy mógł go zmienić? Jeśli widział problem, czy mógł spróbować go rozwiązać bez czekania, aż nauczyciel poda mu kolejny krok?
Wtedy internet zmienił charakter. Przestał być wyłącznie biblioteką albo systemem rozrywki. Stał się warsztatem.
Adam opisuje oprogramowanie jako formę dźwigni. Można poświęcić tygodnie na zbudowanie produktu, a później pozwolić mu pomagać tysiącom ludzi bez powtarzania codziennie tej samej ręcznej pracy.
Dla młodej osoby ta myśl może być niemal magiczna. Projekt staje się piaskownicą. Można zbudować system operacyjny, aplikację, sieć społecznościową albo narzędzie rozwiązujące problem, który dotyczy nas osobiście.
Pierwszy projekt nie musi stać się firmą
Pierwszym projektem Adama była sieć społecznościowa. Wiedział, że konkurowanie z Metą albo TikTokiem jest nierealne. Nie o to jednak chodziło.
Chciał odkryć, jak powstają rzeczy.
Pierwszy projekt nie musi odnieść sukcesu na rynku. Może być projektem, który tworzy iskrę. Daje powód, żeby dalej się uczyć, oraz miejsce, w którym wiedza zamienia się w umiejętność.
W tym punkcie podejście Adama różni się od typowych porad startupowych krążących w mediach społecznościowych. Jest sceptyczny wobec kopiowania modelu biznesowego, który akurat stał się modny. Kilka lat temu był to dropshipping. Dziś może to być agencja, nakładka na AI albo zestaw stron internetowych dla lokalnych firm.
Format się zmienia. Błąd pozostaje ten sam: budowanie cudzej historii.
Jego rada jest bardziej osobista:
Zacznij od problemu, na którym naprawdę Ci zależy.
Zbuduj coś wystarczająco małego, by móc to skończyć.
Pozwól, żeby projekt pokazał Ci, czego jeszcze nie wiesz.
Mierz umiejętności, które zdobywasz, a nie tylko uwagę, którą otrzymujesz.
Nagrodą nie zawsze są pieniądze albo prestiż. Często jest nią kompetencja.
Ten sam młotek może niszczyć albo budować
AI skróciło dystans między pomysłem a prototypem.
Jeszcze kilka lat temu stworzenie aplikacji mogło wymagać tygodni albo miesięcy pracy. Dziś można otworzyć środowisko w chmurze, opisać, czego się potrzebuje, i niemal od razu otrzymać działający punkt wyjścia.
To zmienia dostęp do eksperymentowania. Młodzi ludzie mogą testować pomysły, które wcześniej wymagałyby pieniędzy, zespołu technicznego albo formalnego miejsca w organizacji.
Skrót tworzy jednak nową odpowiedzialność.
Adam porównuje współczesne narzędzia do młotka. Można nim coś zniszczyć albo zbudować coś pięknego. Narzędzie nie decyduje, co się wydarzy.
AI potrafi stworzyć efektowny interfejs. Potrafi generować funkcje z imponującą szybkością. Może też zbudować kruchy system pełen ukrytych problemów.
Adam przekonał się o tym na własnej skórze. Wczesne wersje jego produktów powstawały w dużej mierze przy pomocy AI. Dzięki temu mógł działać szybko, ale nie zniknęła potrzeba architektury, DevOps, doświadczonych programistów i dokładnego przeglądu kodu. Kiedy produkt zaczyna obsługiwać prawdziwych użytkowników, techniczne skróty stają się problemem kogoś innego.
Przejście od kilku znajomych korzystających z aplikacji do kilku tysięcy uczniów zmieniło znaczenie błędu. Na początku błąd był ciekawą łamigłówką techniczną. Później mógł uniemożliwić uczniowi dostęp do ważnej funkcji albo zostawić centrum edukacyjne bez potrzebnego rozwiązania.
Właśnie wtedy projekt staje się odpowiedzialnością.
Zaufanie buduje się przez konsekwencje
Adam nie uważa, że dorośli powinni ufać młodemu założycielowi tylko dlatego, że jego historia jest inspirująca.
Młody wiek może wzbudzać ciekawość. Nie tworzy zaufania.
Zaufanie pojawiło się wtedy, gdy produkt działał, wyniki pokazywały realne wykorzystanie, a Adam robił to, co zapowiadał. Musiał odpowiadać, dotrzymywać terminów, rozwiązywać problemy i przyjmować konsekwencje technicznych decyzji.
Ambicję łatwo opisać. Rzetelność łatwiej zaobserwować.
Jego praca obejmowała decyzje produktowe, programowanie, utrzymanie infrastruktury i priorytety techniczne, które bezpośrednio wpływały na uczniów oraz centra edukacyjne. Naprawa problemu z bazą danych mogła oznaczać pracę przez całą noc. Udostępnienie agentowi AI szerokiego dostępu do systemu mogło przyspieszyć postęp, ale wprowadzało też ryzyko.
To doświadczenie nauczyło go zasady, która wykracza daleko poza technologię:
Prototyp może być osobistym eksperymentem. Produkt używany przez innych ludzi jest obietnicą.
Ściana, której AI nie potrafi usunąć
AI może pomagać założycielowi myśleć. Może podważać pomysł, porównywać konkurencyjne produkty i sprawdzać, czy podobne rozwiązanie już istnieje. Adam uważa je za dobrego adwokata diabła.
AI nie potrafi jednak stworzyć pierwszej ludzkiej relacji.
Nie zadzwoni do partnera, nie zdobędzie zaufania w trudnej rozmowie, nie znajdzie właściwej osoby do zespołu i nie wykształci wyczucia produktu potrzebnego do zrozumienia doświadczenia użytkownika.
To nadal są zadania dla ludzi.
Zdaniem Adama największym wyzwaniem młodego założyciela nie jest często zbudowanie pierwszej wersji. Jest nim znalezienie pierwszych partnerów, współpracowników i doświadczonych osób, które pomogą zamienić szybki prototyp w trwały produkt.
Ta różnica będzie ważniejsza, gdy AI jeszcze bardziej obniży koszt tworzenia. Kiedy każdy może coś zbudować, najrzadszymi zasobami mogą stać się osąd, dystrybucja, odpowiedzialność i relacje.
Ambicja ma prywatny koszt
Publiczna wersja historii Adama jest inspirująca. Ma 17 lat, zbudował produkty używane przez tysiące uczniów i pracuje nad projektem związanym z bezpieczeństwem agentów AI.
Prywatna wersja jest bardziej skomplikowana.
Ambicja może być samotna. Adam mówi, że nie zawsze czuje się wystarczająco stymulowany przez osoby ze swojego najbliższego otoczenia. Rozmowy wideo z innymi przedsiębiorcami pomagają, ale nie zastępują prawdziwych relacji. Czasem jedyną osobą, która naprawdę rozumie tę pracę, jest współzałożyciel albo nawet agent AI.
Dochodzi do tego presja życia kilkoma życiorysami naraz: szkołą, pracą nad produktem, problemami technicznymi, ambicją akademicką i pragnieniem zbudowania czegoś ważnego przed rozpoczęciem studiów.
Zagrożeniem nie jest tylko porażka. Jest nim także wypalenie, niecierpliwość i pokusa porzucenia trudnego projektu dla emocji związanych z nowym pomysłem.
Adam przyznaje, że odejście z poprzedniej firmy mogło mieć w sobie element niecierpliwości. On i jego współzałożyciel mieli różne wizje. Jeden chciał nadal służyć rynkowi marokańskiemu. Adam chciał rozwijać większą, międzynarodową wizję i przejść w stronę agentic AI.
Nie ma tu idealnie czystej odpowiedzi. Czasem zmiana kierunku jest rozwojem. Czasem jest ucieczką od cierpliwości, której wymaga wartościowa praca.
Zbuduj własną historię
Najbardziej życzliwa myśl z tej rozmowy jest też najprostsza.
Młodzi ludzie nie muszą odtwarzać najnowszej historii sukcesu z internetu. Nie każdy musi budować startup, zostać twórcą internetowym albo stworzyć kolejnego jednorożca.
Trzeba znaleźć problem, który jest wystarczająco prawdziwy, żeby chcieć nad nim pracować.
Pierwszy projekt może się nie udać. Może nigdy nie przyciągnąć inwestorów. Może pozostać przydatny tylko autorowi i kilku znajomym. To nie czyni go bezwartościowym. Nadal może dać umiejętności, cierpliwość, osąd i wyraźniejsze poczucie kierunku.
Celem nie jest sława za zbudowanie czegoś. Celem jest stać się osobą, która potrafi budować, uczyć się, naprawiać i brać odpowiedzialność za to, co tworzy.
Gen Z nie jest straconym pokoleniem. Dorasta w środowisku zaprojektowanym tak, by przechwytywać uwagę. Wyzwaniem jest zamiana tych samych narzędzi, które zachęcają do biernej konsumpcji, w narzędzia sprawczości.
Internet będzie nadal dostarczał nieskończoną liczbę cudzych historii.
Pytanie brzmi: czy będziemy dalej je przewijać, czy zaczniemy budować własną.

