top of page
1768951160174.png

Czy AI naprawdę pomaga się uczyć? Wielki eksperyment w polskich szkołach

Czy AI naprawdę pomaga się uczyć? Wielki eksperyment w polskich szkołach

6 dni temu
5 minut(y) czytania

Nauczyciel uruchamia nowe narzędzie. Na ekranie pojawia się interaktywna symulacja, uczniowie podnoszą głowy znad ławek, w klasie robi się głośniej. Lekcja nabiera energii. Z

zewnątrz wszystko wygląda jak sukces.



Tylko co uczniowie będą pamiętać tydzień później?


To pytanie jest dużo trudniejsze niż pytanie o atrakcyjność aplikacji, liczbę kliknięć czy deklarowaną satysfakcję. W edukacji efekt „wow” przychodzi szybko. Dowód, że technologia naprawdę pomaga się uczyć, wymaga cierpliwości, dobrej metody i porównania z tym, co wydarzyłoby się bez niej.


Właśnie taki sprawdzian przygotowuje Instytut Badań Edukacyjnych. Konkurs „Wzór na STEM” ma wyłonić osiem narzędzi cyfrowych, które następnie trafią do szeroko zakrojonego badania w polskich szkołach. W rozmowie w podcaście EdTech Dots Michał Klepka z IBE opowiada o planie obejmującym 720 klas, osiem eksperymentów i jedno podstawowe kryterium: mierzalny przyrost wiedzy.


Osiem narzędzi i 720 klas


„Wzór na STEM” nie jest konkursem na najbardziej futurystyczną prezentację. IBE szuka rozwiązań, które już istnieją, działają i mogą wejść do prawdziwej szkoły, z jej planem lekcji, dostępnym sprzętem, łączem internetowym oraz nauczycielem, który nie ma dodatkowych kilku godzin na każdą zmianę technologii.


Spośród zgłoszeń komisja wybierze osiem narzędzi cyfrowych. Zgodnie z planem przedstawionym w rozmowie każde z nich ma zostać poddane osobnemu eksperymentowi, a łączna skala badania ma objąć 720 klas w całej Polsce.


To ważne, bo narzędzie skuteczne w małym pilotażu, prowadzonym przez jego twórców albo grupę entuzjastów, nie musi działać równie dobrze w codziennej praktyce. Polska szkoła różni się też od szkół w Wielkiej Brytanii, Holandii czy Singapurze. Inne są warunki organizacyjne, infrastruktura, podstawa programowa i kultura pracy. Jeśli wynik ma być podstawą poważnych decyzji, trzeba sprawdzić rozwiązanie właśnie tutaj.


Dla firmy EdTech to rzadka możliwość. Zamiast kolejnego case study opartego na kilku opiniach może powstać dowód pokazujący, czy produkt faktycznie wspiera naukę.


Narzędzie, metoda i zwykła lekcja


Najciekawsza część projektu zaczyna się tam, gdzie technologia zostaje oddzielona od sposobu prowadzenia zajęć.


Wyobraźmy sobie lekcje biologii poświęcone układowi krążenia. W jednej klasie nauczyciel korzysta z metody projektowej i cyfrowej symulacji pokazującej przepływ krwi. W drugiej prowadzi zajęcia tą samą metodą, ale pracuje z książkami, ilustracjami i innymi materiałami. W trzeciej realizuje temat w zwykły sposób, bez badanej metody i bez narzędzia.


Taki układ pozwala sprawdzić trzy różne rzeczy:


  1. Czy uczniowie zyskali więcej dzięki połączeniu metody i technologii?

  2. Czy podobny efekt dała sama metoda dydaktyczna?

  3. Czy wynik różni się od rezultatu zwykłej lekcji?

Bez takiego porównania łatwo przypisać aplikacji zasługę, która w rzeczywistości należy do dobrze zaprojektowanego scenariusza. Można też popełnić błąd w drugą stronę i odrzucić dobre narzędzie, jeśli zostało użyte w słabej metodyce.


Dlatego w konkursie oceniany jest nie tylko produkt. Zgłaszający przygotowuje również trzy scenariusze kolejnych lekcji zgodne z podstawą programową. Technologia ma wejść w konkretny proces dydaktyczny, a nie zawisnąć nad nim jako efektowny dodatek.


Prawdziwy test zaczyna się po lekcji


Pierwszy pomiar ma pokazać poziom wiedzy przed zajęciami. Kolejny, co zmieniło się po przeprowadzeniu lekcji. Następny ma odpowiedzieć na jeszcze ważniejsze pytanie: ile z tej wiedzy zostało po pewnym czasie.


To właśnie trwałość odróżnia chwilowe zainteresowanie od uczenia się.


Aplikacja może sprawić, że uczniowie chętniej uczestniczą w zajęciach. Może też pomóc im szybciej rozwiązać zadanie. Oba efekty są cenne, ale nie przesądzają jeszcze, że uczniowie lepiej rozumieją temat i potrafią wrócić do tej wiedzy później.


Michał Klepka ujmuje kryterium sukcesu bardzo konkretnie: badacze muszą zobaczyć progres w przyroście wiedzy. Nie liczy się sama obecność technologii. Liczy się zmiana, którą można wiarygodnie zmierzyć.


Stawką jest także czas nauczyciela


Kiedy firma wdraża nowe narzędzie w szkole, prosi nauczyciela o znacznie więcej niż zalogowanie się do kolejnej aplikacji.


Trzeba poznać interfejs, dopasować materiały, przebudować scenariusz, przewidzieć problemy techniczne i zrozumieć, jak produkt zachowa się podczas lekcji. Czasami potrzeba kilku prób, zanim narzędzie stanie się naturalną częścią pracy. Jeśli na końcu okazuje się nieskuteczne, kosztem nie jest tylko licencja. Jest nim również energia nauczyciela.


To jeden z najmocniejszych argumentów za rzetelną ewaluacją EdTechu. Szkoła nie może przyjmować każdej nowości tylko dlatego, że wygląda nowocześnie. Jednocześnie nie powinna zamykać się na zmianę. Potrzebuje wiarygodnej odpowiedzi, które rozwiązania są warte wysiłku.


Badanie nie ma oceniać nauczycieli. Ma oceniać zmianę poziomu wiedzy uczniów. Nauczyciele uczestniczący w eksperymencie mają otrzymać przygotowanie zarówno do pracy z narzędziem, jak i do realizacji określonego fragmentu programu. To istotne, bo nawet świetny produkt nie obroni się w badaniu, jeśli użytkownik nie wie, jak wykorzystać go podczas lekcji.


Jakie narzędzie ma szansę?


IBE nie szuka pomysłu zapisanego na slajdzie ani prototypu, którego rozwój zacznie się dopiero po wygranej. Poszukiwane są rozwiązania dojrzałe, możliwe do uruchomienia w szkołach podstawowych lub ponadpodstawowych i dostępne w języku polskim.


Zakres obejmuje:


  • matematykę,

  • fizykę,

  • chemię,

  • biologię,

  • geografię,

  • informatykę,

  • przyrodę.

Dobry kandydat powinien mieć jasne zastosowanie dydaktyczne, wiarygodny zespół, prawa do oferowanego rozwiązania i gotowość do współpracy podczas badania. Formularz pyta między innymi o wcześniejsze doświadczenia ze szkołami, istniejące dowody skuteczności, konsultacje z nauczycielami, dostępność cyfrową, model licencyjny, obsługę większej liczby użytkowników oraz możliwość przekazywania danych o aktywności uczniów w uporządkowanej formie.


To nie jest konkurs, do którego warto zgłaszać wszystko. Jeśli jednak narzędzie już działa, rozwiązuje konkretny problem w nauczaniu STEM i zespół chce uczciwie sprawdzić jego skuteczność, trudno o bardziej interesującą okazję.


A co z AI?


Sztuczna inteligencja pojawia się dziś niemal w każdej rozmowie o przyszłości edukacji. Samo hasło nadal jednak nie odpowiada na pytanie, czy uczniowie uczą się lepiej.


Narzędzie może generować ćwiczenia, podpowiadać kolejne kroki, personalizować materiał lub wspierać nauczyciela. Każda z tych funkcji może być wartościowa. Może też jedynie przyspieszyć wykonanie zadania, nie wzmacniając rozumienia.


Dlatego rozwiązania wykorzystujące AI nie dostają taryfy ulgowej. Zgłaszający musi wyjaśnić, jak zapewnia bezpieczeństwo, przejrzystość działania, nadzór człowieka i ochronę danych. Potem pozostaje jeszcze test najważniejszy: czy w połączeniu z konkretną metodą dydaktyczną narzędzie poprawia efekty uczenia się.


Nie chodzi o udowodnienie, że AI jest dobre albo złe. Chodzi o rozpoznanie warunków, w których staje się użyteczne.


Co zyskuje firma EdTech?


Największą wartością udziału nie jest sam tytuł laureata. Jest nią możliwość wejścia do badania realizowanego na dużej próbie w realnych warunkach szkolnych, planowanego na rok szkolny 2027/2028.


Dla twórców produktu oznacza to szansę na:


  • zobaczenie, jak narzędzie działa poza kontrolowanym pilotażem,

  • uzyskanie danych o efektach uczenia się,

  • oddzielenie wpływu technologii od wpływu metody,

  • odkrycie ograniczeń, których nie widać w demonstracji,

  • zbudowanie mocniejszych podstaw do rozmów ze szkołami i instytucjami publicznymi.

Uczciwy wynik może potwierdzić założenia produktu. Może też pokazać, że potrzebna jest zmiana. W obu przypadkach firma otrzymuje coś cenniejszego niż pochwałę: informację, na której można oprzeć kolejną decyzję.


Jak zgłosić narzędzie do „Wzoru na STEM”?


Nabór trwa do 21 września 2026 roku, do godziny 23:59. Udział jest bezpłatny i dobrowolny.


Kompletne zgłoszenie obejmuje:


  1. formularz konkursowy,

  2. wideo prezentujące działanie narzędzia,

  3. trzy scenariusze kolejnych lekcji przygotowane zgodnie z wytycznymi organizatora.

Dokumentacja jest szczegółowa, bo wybrane rozwiązania mają wejść do poważnego badania, a nie do pokazowego pilotażu. Warto więc zacząć od sprawdzenia wymagań technicznych, metodycznych i formalnych, a dopiero potem przygotować materiały.



Dodatkowe informacje znajdują się na stronie konkursu IBE oraz na stronie projektu.


Najpierw dowód, potem zachwyt


Polska szkoła nie potrzebuje kolejnej aplikacji, która dobrze wygląda na konferencyjnym ekranie, lecz rozpada się w zderzeniu z lekcją. Potrzebuje rozwiązań, które potrafią przejść przez zwyczajny szkolny dzień i nadal przynosić uczniom wartość.


„Wzór na STEM” stawia twórcom EdTechu wymagające pytanie: czy jesteście gotowi nie tylko pokazać swój produkt, ale też pozwolić go rzetelnie sprawdzić?


Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, do 21 września jest czas, żeby zgłosić narzędzie. Być może właśnie ono stanie się częścią rozległego eksperymentu dotyczącego technologii edukacyjnych w polskich szkołach.


Rozmowę z Michałem Klepką prowadzi Krzysztof Kosman.


Odcinek jest sponsorowany przez 1000ideas. Pomagamy firmom zamieniać pomysły w działające produkty cyfrowe: aplikacje, platformy edukacyjne, systemy webowe i mobilne, narzędzia AI oraz automatyzacje biznesowe. Dowiedz się więcej o 1000ideas.


bottom of page